5…

Mam nadzieję, że uda mi się opublikować ten wpis, zanim padnę gdzieś obok laptopa. Wzięłam swoje leki nasenne (spokojnie, dawka jest „standardowa”) i czuję jak już powoli odpływam. Mój nastrój w ciągu dnia się nie zmienia – nie jest ani lepszy, ani gorszy. Dni przestały mieć jakieś bardziej charakterystyczne odcienie. Wszystko ma jednolity kolor szarej brei. Polubiłam chyba tylko moje wizyty u dentysty. Zwłaszcza moment, gdy kobieta znieczula mi szczenę. To przyjemne uczucie odrętwienia…

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Szczerze…

Odkąd wyrzucili mnie ze szpitala nie wiem zbytnio, gdzie się podziać.
Mam wrócić na oddział 7 listopada.
W „międzyczasie” jest pusto, nijako. Niby coś z zewnątrz się dzieje – odwiedzam starych znajomych. Chodzimy razem na piwo (pije bezalkoholowe – szał macicy i fajerwerki), plotkujemy, oglądamy filmy. Wpadłam też w końcu do dentysty… Btw. czy Wy też nienawidzicie sytuacji, gdy lekarz zaczyna rozmawiać z Wami po zabiegu, kiedy macie jeszcze znieczuloną szczenę? „Tłak, młogę plyjść we wtołek, dziękłuję”. Osobiście, czuje się wtedy jak debil.
Mam wpaść do Sopotu 31 na pogawędkę ze starą terapeutką (chodziłam do niej, zanim trafiłam do szpitala).
Moje kłaki wpadły pod kosiarę – i tak wypadały garściami. Fryzjerka poradziła mi, bym zaczęła łykać skrzyp, czy inne zielsko.
W moim wnętrzu jednak nic się nie zmieniło. Odnoszę wrażenie, że jest w nim tylko większy rozpierdziel po terapii w szpitalu. To była mocna rzecz. Ogólnie, kiedy widzę znajome twarze czuje się znacznie lepiej, ale daje mi to tylko chwilową ulgę, bo gdy jestem sama… mam tego wszystkiego zwyczajnie dość. Dużo śpię – poranki nadal są koszmarne.
Próbowałam nawet znaleźć jakąś pracę na ten krótki okres, by zająć jakoś umysł. Jednak, kiedy zaczęłam czytać ogłoszenia – cholernie zachciało mi się ryczeć. (i ewentualnie napić czegoś mocniejszego).
Mam poczucie, że znowu nie nadaję się do życia.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Gott mit uns, lorafen fur alle!

W ciągu ostatnich kilku tygodni, poczyniłam kilka interesujących spostrzeżeń:
- gdy pierdolniesz z pięści w ścianę i coś zacznie ci chrupać w kłykciu najlepszą metodą leczenia jest powtórne pieprznięcie w mur (ręka nówka sztuka, prawie nie śmigana),
- wpieprzanie benzo znalezionych w kiblu to bardzo zły pomysł,
- środki przeciwbólowe i Nanami Chan smakują najlepiej o 5 nad ranem,
- dieta szpitalna sprawia, że figura Chodakowskiej robi się sama,
- zmuszanie się do picia super, free sugar, pro vegan, eko soczku ze względu na zdrowie nie sprawi, że przestanie on smakować jak wyciąg ze zmywaka,
- mniej włosów to mniej kłopotów,
- zdrowym ludziom pobiera się krew za pomocą igły do kolczykowania bydła,
- w głębi ducha jestem naprawdę spokojną i stabilną emocjonalnie osobą.

Pobyt w psychopuszce zaliczam do bardzo ciekawych doświadczeń życiowych. Niestety, po raz kolejny przeszłam samą siebie i przekonałam się, że nawet z takiego miejsca można człowieka wyrzucić. Dostałam jednak kolejną szansę -
wracam na Oddział w listopadzie.
Do tego czasu mam „przemyśleć swoje zachowanie”, „zdecydować się, czy chcę pomocy” oraz odbyć pokutę. Na ewentualne miejsca pielgrzymki rozważam Licheń, Toruń lub Rio Świebodzin.
W szpitalu mogliśmy mieć mieć swoje laptopy, wi-fi śmigało lepiej niż na stacjach Shella, ale będąc przyjemnie otumaniona uspokajaczami nie chciałam wyrywać się z tego stanu. Wakacje od własnego mózgu to bardzo fajna rzecz.
.Poza tym, doszłam do wniosku, że nie chcę prowadzić czegoś, do czego będę się zmuszać. Pisanie tu sprawia mi przyjemność i robię to głównie dla siebie. Jest notka? To jest… Nie ma? To nie ma.
I tyle.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Baterie Duracella

Zawsze, gdy jest mi źle przypomina mi się taka stara reklama Duracella (lokowanie produktu, Killjoy dostanie za to gruby hajzzz), którą za dzieciaka lubiłam oglądać w TV. Poprawiała mi wtedy nastrój. Dziś jest dobrą metaforą do tego jak się aktualnie się czuje. Chodziło w niej o to, że pluszowe zabawki, w kształcie królików, napędzane przez baterię w plecach, uczestniczyły w maratonie. Wiadomo, te z akumulatorkami, których nie fundowała konkretna firma szybko odpadały. Kiedy energia im się kończyła zaliczały widowiskową glebę w piachu (wyścig odbywał się na pustyni) z tak pociesznymi mordkami, że wybuchałam śmiechem. Ostatecznie, tylko jeden kicak docierał do mety… Dziś, jestem jednym z takich króliczków-przegrywów… Mam wrażenie, że moja bateria jest za słaba, by biec dalej. Ba, że całkowicie ją ze mnie wyciągnięto.
I nawet nie wyglądam zabawnie.
(To znaczy pewnie tak, ale to już rozrywka dla chorych zwyroli).
Idę w przyszłym miesiącu.
Mam już skierowanie i zaklepane miejsce na oddziale.
Będzie wesoło. Poznam nowych przyjaciół (wciąż zastanawiam się, czy brać kubek z poniaczami i pluszowe kapcie w kształcie małp, by jakoś rozluźnić atmosferę).
Tak naprawdę, cholernie się boję, ale na wszystko jest już za późno. Za dużo papierów, za dużo biurokracji poszło w ruch.
wykrzesałam się do końca, by powyższe załatwić.
Podobno aklimatyzacja trwa 2-3 dni. Ciekawe jak będzie u mnie.
Cóż, jestem pewna tylko jednego – będę mieć więcej pochrzanionych historii (jeżeli nie zwariuje) do opowiadania przy piwie, gdy już nabiorę dystansu.

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Baby, did you forget to take your meds?

Nie będę ukrywać – jest źle. Poziom chujni przebił stratosferę. Terapeuta usilnie namawia mnie na pobyt w szpitalu, a ja siedzę w swoich okopach i wyciągam flagę z napisem: „Żywcem mnie nie weźmiecie!!!” Tak to jest, gdy się człowiek za bardzo otworzy…
- Ma pani bardzo sprecyzowane plany, a to jest baaardzo niepokojące.
W poniedziałek stwierdziła, że ciało wysyła mi sygnały, a ja je systematycznie ignoruje, co może się bardzo źle dla mnie skończyć.
Mam totalny kociokwik w głowie.
Ostatecznie ustaliłyśmy, że spróbuje jeszcze tydzień ze sobą powalczyć – zobaczę, co mi z tego wyniknie, a potem zastanowimy się wspólnie, co dalej.

uda mi się
kiedys musi

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

-Położyłam się wczoraj bardzo późno…więc dziś zrobię to wcześniej, by w końcu wstać wyspaną.

Czy to już dojrzałość?
d57f098f55f4ce7d6b8fc0fd85f7668d

Opublikowano , autor: wiktoria.hagedorny | Skomentuj

O tym jak Killjoy dyplomówkę pisała (cz. I)

Pewnego dnia, gdy szłam do Biedronki, zobaczyłam dosyć dziwne zjawisko na niebie. Jedna z pierzastych chmur odłączyła się od grupki cumulusów i zaczęła swobodnie opadać ku ziemi. Kiedy już dotarła do poziomu ulicy i moich oczu, zobaczyłam, że na jej powierzchni siedział anioł na harleyu. Skrzydlaty miał skórzaną kurtkę, przepity wzrok, a po jego chmurze walały się puste flaszki.
- Kim jesteś? – zapytałam, gdy jego chmura uderzyła z trzaskiem o ziemię.
- Jam Twój anioł stróż – odparł, zsiadł z motocykla i zaczął zbierać butelki do siatki, którą wyciągnął z kieszeni.
- Ty skurwysynie! Gdzie się podziewałeś tyle lat? – krzyknęłam.
- Cicho, wiesz może gdzie tu jest skup? – odparł spokojnie.
- Pytam, gdzie byłeś! Wiesz, co ja tu bez ciebie przeżywałam?!
- Oj tam, oj tam…wyjechałem na moment do Vegas.
- Moment?!
W tym momencie Skrzydlaty pozbierał wszystkie flaszki i jak gdyby nigdy nic poleciał szukać skupu. Dogoniłam go na kilka ulic dalej, gdy za uzyskane pieniądze kupował Malboro w kiosku ruchu.
- Kurwa, przyleciałeś aż na Ziemię, by oddać swoje zawszawione butelki?!
- W sumie…to nie. – odparł wypuszczając kłąb dymu z ust.
- Więc?!
- Mam dla ciebie misję od tego na Górze. Napiszesz pracę dyplomową o slangu branży pogrzebowej.

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

Nauka pozytywnego myślenia wg Killjoy

Podobno jednym z najczęstszych problemów ludzi z depresją jest to, że skupiają się oni na tym, czego nie mają, a nie na tym, co mają. Postanowiłam więc zrobić listę rzeczy, by udowodnić sobie jak wiele mam, żeby trochę się podbudować:

1. Mam zepsuty ząb, który nadaje się tylko do leczenia kanałowego, na które mnie nie stać,
2. Mam szalony pomysł na pracę dyplomową, błogosławieństwo promotora i marne szanse na powodzenie,
3. Mam grzyb w łazience o imieniu Stefan,
4. Następną wizytę u terapeuty za tydzień, bo wyjechał moczyć dupę w Bałtyku,
5. Kolejny punkt do listy: „prace, które wykonywałam, a do których nigdy się nie przyznam, gdy już będę bogata”,
6. Dziadziusia DJ-a za ściną, który zmienił repertuar z Queen na disco polo i przemówienia Kaczyńskiego,
7. Przymusową abstynencję,
8. Paczkę pierogów „Proste historie” w zamrażalniku,
9. Karę do zapłacenia w bibliotece (od 3 lat),
10. Garść włosów w dłoni — własnych.

ja chyba nie umiem bawić się w tę grę.

10711149_718569831557606_5982060583861666923_n

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

Szaleństwo za Twoimi drzwiami.

Czasami zdarza mi się, że mam zwidy. Idę korytarzem i kątem oka dostrzegam jakieś dziwne, czarne stworzenia, które przemykają cichaczem po kątach. Zazwyczaj jest to efekt przemęczenia lub rozpoczęcia stosowania nowych leków. Podejrzewam, że większość ludzi ma coś takiego po maratonie horrorów. Cóż, ja widocznie nie muszę go sobie fundować-skrzywiony umysł daje mi go za free.

Poznałam w swoim życiu dwóch schizofreników. Jeden był ojcem mojej korepetytorki. Zwykły, przeciętnie wyglądający facet w podeszłym wieku. Chudy, łysy z okularami na nosie. Nic szczególnego. Tamtego dnia bawił się ze swoim wnuczkiem na dywanie. „Brum, brum, ti-deeeeeeet, uważaj, bo rozjadę ci misia!” . Kiedy do naszego pokoju dochodziły odgłosy ich wspólnej zabawy, powiedziałam babce od korków, że jej stary to chyba mega sympatyczny człowiek. Ona mi na to:
- Tak, jest super. Jego jedyna wada polega na tym, że czasami ma własnych rozmówców.
- Jak to „własnych”?
- Normalnie… Czasami gada z papieżami… z królami.

Gość okazał się schizofrenikiem z doktoratami z historii i geografii.„Umysł przepotężny, więc musiał jakoś odreagować” stwierdziła, gdy ja w zapadłej ciszy próbowałam rozwiązać kolejne zadanie.

Drugi psychotyk (nazwijmy go Mariusz) był świetnym facetem. Naprawdę…moglibyśmy się zaprzyjaźnić, gdyby nie fakt, że chciał mnie wyruchać i robił wokół siebie zbyt dużo zamieszania. Dorabiał jako malarz-artysta i portretował ludzi na ulicy. Pokazał mi kilka swoich szkiców. Były naprawdę niezłe. Dziwiłam się, że bierze za nie tak mało, choć gorzej malujący od niego żądali za swoje prace kupy kasy. Poznałam go w mojej byłej pracy.
Na „ dzień dobry” opowiedział mi o tym, że ma schizę, leczył się wielokrotnie w psychiatryku i generalnie streścił całe swoje życie-równie pokręcone, co jego choroba. Nadszczerość tego mężczyzny bywała zawstydzająca. Na jedynym z otwartych wykładów o psychologii usłyszałam, że podobno oni wszyscy tak mają-są łatwowierni, do bólu szczerzy i pod tymi względami przypominają bezbronne dzieci. Nie czułam się przy nim źle, ale zaczęła mnie irytować jego upierdliwość, gdy wkręcił sobie, że mnie sportretuje. To był koniec. Klimaty w stylu: „draw me like one of your French girls” nie kręcą mnie wcale, więc mu grzecznie odmówiłam. Miałam spokój, na chwilę. Zazwyczaj po tygodniu otrzymywałam SMS-a w stylu, czy chce, by zrobił mi mój portret. Sytuacja powtórzyła się wielokrotnie. Potem przeszłam do innej sieci, zmieniłam numer i jakoś nie miałam już ochoty, by przesłać go Mariuszowi. Czasami mijamy się na ulicy, mówimy sobie „cześć”, tyle.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Lista rzeczy (odcinek 1)

któregoś dnia się ogarnę.

schudnę te wymagane 15 kilogramów i zacznę chodzić w szortach, które ledwo zasłaniać mi będą wargi sromowe,
ponaciągam sobie kąciki ust – uformuje z nich uśmiech, by nie wyglądać ponuro i zbyt poważnie na swój wiek,
stanę się poliglotą w rozmowach o niczym,
wszczepie sobie różowe soczewki,
odrzucę alkohol i wszelkie używki – tylko energia słoneczna, aktiwiti i zielone koktajle z mleczy,
cynizm, sarkazm, ironia będą odtąd dla mnie nazwami egzotycznych przypraw,
a wrażliwość przehandluje za nowe kosmetyki.

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarzy