Szaleństwo za Twoimi drzwiami.

Czasami zdarza mi się, że mam zwidy. Idę korytarzem i kątem oka dostrzegam jakieś dziwne, czarne stworzenia, które przemykają cichaczem po kątach. Zazwyczaj jest to efekt przemęczenia lub rozpoczęcia stosowania nowych leków. Podejrzewam, że większość ludzi ma coś takiego po maratonie horrorów. Cóż, ja widocznie nie muszę go sobie fundować-skrzywiony umysł daje mi go za free.

Poznałam w swoim życiu dwóch schizofreników. Jeden był ojcem mojej korepetytorki. Zwykły, przeciętnie wyglądający facet w podeszłym wieku. Chudy, łysy z okularami na nosie. Nic szczególnego. Tamtego dnia bawił się ze swoim wnuczkiem na dywanie. „Brum, brum, ti-deeeeeeet, uważaj, bo rozjadę ci misia!” . Kiedy do naszego pokoju dochodziły odgłosy ich wspólnej zabawy, powiedziałam babce od korków, że jej stary to chyba mega sympatyczny człowiek. Ona mi na to:
- Tak, jest super. Jego jedyna wada polega na tym, że czasami ma własnych rozmówców.
- Jak to „własnych”?
- Normalnie… Czasami gada z papieżami… z królami.

Gość okazał się schizofrenikiem z doktoratami z historii i geografii.„Umysł przepotężny, więc musiał jakoś odreagować” stwierdziła, gdy ja w zapadłej ciszy próbowałam rozwiązać kolejne zadanie.

Drugi psychotyk (nazwijmy go Mariusz) był świetnym facetem. Naprawdę…moglibyśmy się zaprzyjaźnić, gdyby nie fakt, że chciał mnie wyruchać i robił wokół siebie zbyt dużo zamieszania. Dorabiał jako malarz-artysta i portretował ludzi na ulicy. Pokazał mi kilka swoich szkiców. Były naprawdę niezłe. Dziwiłam się, że bierze za nie tak mało, choć gorzej malujący od niego żądali za swoje prace kupy kasy. Poznałam go w mojej byłej pracy.
Na „ dzień dobry” opowiedział mi o tym, że ma schizę, leczył się wielokrotnie w psychiatryku i generalnie streścił całe swoje życie-równie pokręcone, co jego choroba. Nadszczerość tego mężczyzny bywała zawstydzająca. Na jedynym z otwartych wykładów o psychologii usłyszałam, że podobno oni wszyscy tak mają-są łatwowierni, do bólu szczerzy i pod tymi względami przypominają bezbronne dzieci. Nie czułam się przy nim źle, ale zaczęła mnie irytować jego upierdliwość, gdy wkręcił sobie, że mnie sportretuje. To był koniec. Klimaty w stylu: „draw me like one of your French girls” nie kręcą mnie wcale, więc mu grzecznie odmówiłam. Miałam spokój, na chwilę. Zazwyczaj po tygodniu otrzymywałam SMS-a w stylu, czy chce, by zrobił mi mój portret. Sytuacja powtórzyła się wielokrotnie. Potem przeszłam do innej sieci, zmieniłam numer i jakoś nie miałam już ochoty, by przesłać go Mariuszowi. Czasami mijamy się na ulicy, mówimy sobie „cześć”, tyle.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>