Baterie Duracella

Zawsze, gdy jest mi źle przypomina mi się taka stara reklama Duracella (lokowanie produktu, Killjoy dostanie za to gruby hajzzz), którą za dzieciaka lubiłam oglądać w TV. Poprawiała mi wtedy nastrój. Dziś jest dobrą metaforą do tego jak się aktualnie się czuje. Chodziło w niej o to, że pluszowe zabawki, w kształcie królików, napędzane przez baterię w plecach, uczestniczyły w maratonie. Wiadomo, te z akumulatorkami, których nie fundowała konkretna firma szybko odpadały. Kiedy energia im się kończyła zaliczały widowiskową glebę w piachu (wyścig odbywał się na pustyni) z tak pociesznymi mordkami, że wybuchałam śmiechem. Ostatecznie, tylko jeden kicak docierał do mety… Dziś, jestem jednym z takich króliczków-przegrywów… Mam wrażenie, że moja bateria jest za słaba, by biec dalej. Ba, że całkowicie ją ze mnie wyciągnięto.
I nawet nie wyglądam zabawnie.
(To znaczy pewnie tak, ale to już rozrywka dla chorych zwyroli).
Idę w przyszłym miesiącu.
Mam już skierowanie i zaklepane miejsce na oddziale.
Będzie wesoło. Poznam nowych przyjaciół (wciąż zastanawiam się, czy brać kubek z poniaczami i pluszowe kapcie w kształcie małp, by jakoś rozluźnić atmosferę).
Tak naprawdę, cholernie się boję, ale na wszystko jest już za późno. Za dużo papierów, za dużo biurokracji poszło w ruch.
wykrzesałam się do końca, by powyższe załatwić.
Podobno aklimatyzacja trwa 2-3 dni. Ciekawe jak będzie u mnie.
Cóż, jestem pewna tylko jednego – będę mieć więcej pochrzanionych historii (jeżeli nie zwariuje) do opowiadania przy piwie, gdy już nabiorę dystansu.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Baterie Duracella

  1. ~Only Human pisze:

    Też pamiętam tę reklamę. Też czuję się wyczerpany jak ten królik z gorszą baterią.

    Kocham Twoją autoironię, też lubię tak do siebie mówić. Chociaż jakieś 5 lat temu miałem jakieś podejrzenie jaskry, niby coś tam badałem, coś tam niby wyszło a z drugiej strony nie wyszło na wynikach więc to olałem. Ostatnio sobie przypomniałem, minęło 5 lat, dalej widzę. Pomyślałem, że gdybym oślepł to wreszcie miałbym spokój, rodzicie nosiliby mnie na rękach a ja nie musiałbym już nic robić.

    Ja polskim szpitalom nie ufam. Niby też by mi się przydało, chociaż jak już to wolałbym na otwarty oddział, nie mógłbym się pogodzić z myślą bycia zamkniętym, albo łazienek bez drzwi. I tej komunistycznej żółci na ścianach. Heh, ładnie Cię podniosłem na duchu teraz.

    Będziesz mogła pobawić się Patricka McMurphiego z Lotu nad Kukułczym Gniazdem. Pogadasz trochę z psycholkami, pograsz w kosza, w karty i zmierzysz się z oddziałową. I mam nadzieję, że wygrasz jak on. I może poznasz fajnego Indianina.

    A tak na serio to mam nadzieję, że będzie dobrze i dasz sobie radę. Obyś spotkała ludzi, którzy serio chcą pomóc. Tymczasem ja zdycham ze zmęczenia dalej…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>