Gott mit uns, lorafen fur alle!

W ciągu ostatnich kilku tygodni, poczyniłam kilka interesujących spostrzeżeń:
- gdy pierdolniesz z pięści w ścianę i coś zacznie ci chrupać w kłykciu najlepszą metodą leczenia jest powtórne pieprznięcie w mur (ręka nówka sztuka, prawie nie śmigana),
- wpieprzanie benzo znalezionych w kiblu to bardzo zły pomysł,
- środki przeciwbólowe i Nanami Chan smakują najlepiej o 5 nad ranem,
- dieta szpitalna sprawia, że figura Chodakowskiej robi się sama,
- zmuszanie się do picia super, free sugar, pro vegan, eko soczku ze względu na zdrowie nie sprawi, że przestanie on smakować jak wyciąg ze zmywaka,
- mniej włosów to mniej kłopotów,
- zdrowym ludziom pobiera się krew za pomocą igły do kolczykowania bydła,
- w głębi ducha jestem naprawdę spokojną i stabilną emocjonalnie osobą.

Pobyt w psychopuszce zaliczam do bardzo ciekawych doświadczeń życiowych. Niestety, po raz kolejny przeszłam samą siebie i przekonałam się, że nawet z takiego miejsca można człowieka wyrzucić. Dostałam jednak kolejną szansę -
wracam na Oddział w listopadzie.
Do tego czasu mam „przemyśleć swoje zachowanie”, „zdecydować się, czy chcę pomocy” oraz odbyć pokutę. Na ewentualne miejsca pielgrzymki rozważam Licheń, Toruń lub Rio Świebodzin.
W szpitalu mogliśmy mieć mieć swoje laptopy, wi-fi śmigało lepiej niż na stacjach Shella, ale będąc przyjemnie otumaniona uspokajaczami nie chciałam wyrywać się z tego stanu. Wakacje od własnego mózgu to bardzo fajna rzecz.
.Poza tym, doszłam do wniosku, że nie chcę prowadzić czegoś, do czego będę się zmuszać. Pisanie tu sprawia mi przyjemność i robię to głównie dla siebie. Jest notka? To jest… Nie ma? To nie ma.
I tyle.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>