Szczerze…

Odkąd wyrzucili mnie ze szpitala nie wiem zbytnio, gdzie się podziać.
Mam wrócić na oddział 7 listopada.
W „międzyczasie” jest pusto, nijako. Niby coś z zewnątrz się dzieje – odwiedzam starych znajomych. Chodzimy razem na piwo (pije bezalkoholowe – szał macicy i fajerwerki), plotkujemy, oglądamy filmy. Wpadłam też w końcu do dentysty… Btw. czy Wy też nienawidzicie sytuacji, gdy lekarz zaczyna rozmawiać z Wami po zabiegu, kiedy macie jeszcze znieczuloną szczenę? „Tłak, młogę plyjść we wtołek, dziękłuję”. Osobiście, czuje się wtedy jak debil.
Mam wpaść do Sopotu 31 na pogawędkę ze starą terapeutką (chodziłam do niej, zanim trafiłam do szpitala).
Moje kłaki wpadły pod kosiarę – i tak wypadały garściami. Fryzjerka poradziła mi, bym zaczęła łykać skrzyp, czy inne zielsko.
W moim wnętrzu jednak nic się nie zmieniło. Odnoszę wrażenie, że jest w nim tylko większy rozpierdziel po terapii w szpitalu. To była mocna rzecz. Ogólnie, kiedy widzę znajome twarze czuje się znacznie lepiej, ale daje mi to tylko chwilową ulgę, bo gdy jestem sama… mam tego wszystkiego zwyczajnie dość. Dużo śpię – poranki nadal są koszmarne.
Próbowałam nawet znaleźć jakąś pracę na ten krótki okres, by zająć jakoś umysł. Jednak, kiedy zaczęłam czytać ogłoszenia – cholernie zachciało mi się ryczeć. (i ewentualnie napić czegoś mocniejszego).
Mam poczucie, że znowu nie nadaję się do życia.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>